Nie ma szkół dla prezydentów

Nie chce likwidować straży miejskiej, nie obiecuje darmowych autobusów i zapowiada rewolucję w gdańskim systemie mieszkalnictwa komunalnego – o sposobie na dobre zarządzanie miastem rozmawiamy z Ewą Lieder, kandydatką na urząd prezydenta Gdańska.

Dariusz Olejniczak: Komitet Wyborczy Gdańsk Obywatelski to nowa jakość na naszej lokalnej scenie politycznej, samorządowej. Proszę powiedzieć, kim jesteście, skąd przychodzicie i co chcecie osiągnąć?

Ewa Lieder: Najkrócej i najprościej: jesteśmy grupą społeczników . Wyrośliśmy z organizacji pozarządowych lub rad dzielnic. Stanowimy po prostu grupę aktywnych mieszkańców Gdańska. Jeśli chodzi o mnie, to przeszłam taką właśnie drogę  – jestem działaczką lokalną, aktywistką. Jestem stąd i tu chcę zostać. Nie mam ambicji warszawskich, a jeśli już interesuje mnie Warszawa, to w kontekście tego, co się w tym mieście udało. A trochę pozytywnych rozwiązań tam funkcjonuje. Nasza aktywność lokalna, niejako w naturalny sposób ewoluowała, a efektem tej ewolucji jest utworzenie komitetu wyborczego.
Wśród kandydatów Gdańska Obywatelskiego są ludzie zaangażowani w sprawy swoich lokalnych środowisk, posiadający doświadczenie w działalności na rzecz innych. Natomiast wśród osób nas wspierających mamy wielu mieszkańców, którzy uznali, że dopiero teraz mają na kogo głosować, bo nie jesteśmy zależni od jakichś partyjnych interesów. Są wśród tych wspierających nas ludzi specjaliści z wielu dziedzin, urzędnicy, biznesmeni. Oni wspierają nas swoją wiedzą i doświadczeniami. A wszystkich nas łączy wola przeprowadzenia pozytywnych zmian, korzystnych dla mieszkańców. Działamy ponad osobistymi poglądami politycznymi i światopoglądowymi. Zajmujemy się miastem.

D.O.:Jest pani kandydatką na prezydenta Gdańska, ale dotychczas o stanowiska samorządowe ubiegali się wytrawni politycy z partyjnym wsparciem i zapleczem, ewentualnie przedsiębiorcy, którzy od dawna funkcjonują w lokalnych układach biznesowo-politycznych. Dlaczego uznała pani, że czas przejąć inicjatywę i stawić czoła obowiązującemu od lat modelowi zdobywania i sprawowania władzy?

E.L.: Nie jesteśmy jedynymi, którzy zaczynali w ten sposób. Na świecie jest wiele przykładów tego, że zwykli ludzie zajmowali się sprawami lokalnymi, świetnie znali miasto i przeszli do zarządzania nim. Nie ma szkół dla prezydentów miast. Nie mamy zbyt wielu pieniędzy, ale mamy zbiorową wiedzę. Ja mam określone kompetencje, ale też nie jest tak, że znam się na wszystkim. Z drugiej strony, przez cztery lata aktywności w radzie dzielnicy, zobaczyłam i poznałam wiele aspektów funkcjonowania miasta i instytucji miejskich, nie tylko urzędu miejskiego. Wiem gdzie, w jakich wydziałach magistratu dzieje się dobrze, a gdzie jest zdecydowanie źle. Doświadczenie biznesowe z pewnością nie przeszkadza, ale też nie jest szczególnie pomocne przy zarządzaniu miastem. To zupełnie inny typ działalności, inne podejście do spraw. Miasto, mimo wszystko, to nie jest korporacja. Zarządza się nim zupełnie inaczej.

Czy mam problem z tym, że moi kontrkandydaci w wyborach samorządowych znają polityczne czy biznesowe sztuczki? Nie, nie boję się ich, gdyż uważam, że jestem równorzędną partnerką w myśleniu o sprawach miasta. Kluczowa jest umiejętność rozmowy z ludźmi, słuchania ich, współpraca ze specjalistami. Trzeba umieć zarządzać dużą grupą ludzi, komunikować się z nimi. A w tym jestem całkiem dobra.

D.O.: No dobrze, a teraz czas na konkrety. Jaki jest pani program wyborczy?

E.L.: Po pierwsze czas skończyć już z popisywaniem się. Nie musimy udowadniać ani Gdyni, ani Warszawie jacy jesteśmy świetni. Powinniśmy skupić się na naszym mieście i postawić na współpracę, dogadać się z sąsiednimi miastami. Koniec z budową „pomników”, trzeba się zająć się zaniedbanymi dzielnicami. Chcemy skupić się na tym, by mieszkańcom dobrze się mieszkało we wszystkich częściach Gdańska. Żeby były tam miejsca do rekreacji, uprawiania sportu. Żeby mieszkańcy mieli łatwy dostęp do terenów zielonych, ale też do lokalnego handlu i usług.

D.O.: Jak to osiągnąć?

E.L.: Inwestując we wszystkie dzielnice, krok po kroku. Ważne jest także usprawnienie transportu miejskiego. To jeden z moich priorytetów. Komunikacja miejska musi być sprawna i szybka, by było można na nią liczyć. Teraz komunikacja w Gdańsku nie jest zła, ale tramwaje i autobusy na niektórych odcinkach zbyt często stoją w korkach. Potrzebne są bus-pasy dla autobusów i zielone światło dla tramwajów. Gdyby komunikacja działała szybciej i sprawniej, ludzie chętniej przesiadaliby się ze swoich samochodów do autobusów czy tramwajów. Zmniejszyłyby się korki w mieście. Pewnie nie wszyscy, ale część z nich chętnie zostawi samochód na parkingu. Ludzie przesiadają się do komunikacji miejskiej, kiedy oszczędzą na tym czas i pieniądze. Należy więc powiększyć tabor komunikacyjny. Są na to środki unijne.

D.O.: Może w ogóle warto wprowadzić darmową komunikację miejską?

E.L.: Na to Gdańsk nie jest gotowy. Koszty są dość spore, bo same wpływy z biletów to dziś około 140 milionów złotych. Najpierw trzeba transport publiczny usprawnić i go promować. A cenę biletów miesięcznych utrzymać na stałym poziomie.

D.O.: A inne ważne dla mieszkańców problemy, którymi zajęłaby się pani po wygranej w wyborach samorządowych?

E.L.: Zależy mi na tym, aby młode pokolenie nie musiało wyjeżdżać z Gdańska. Żeby młodzi nie musieli szukać mieszkań poza miastem, gdzie jest słaba infrastruktura, gdzie brakuje szkół czy przychodni. Chcemy, żeby ludzie mogli zostawać w centrum miasta. Chcemy też by najemca mieszkania komunalnego nie był traktowany jak mieszkaniec drugiej kategorii. Trzeba zmienić regulamin przyznawania mieszkań i stworzyć taka atmosferę, w której niczym złym nie będzie mieszkanie w lokalu komunalnym. Trzeba wyremontować pustostany, porozumieć się z deweloperami i włączyć ich w program budownictwa komunalnego. Ważne jest, by młode rodziny stać było na opłatę czynszu. Nie każdy może sobie pozwolić na wzięcie kredytu na trzydzieści lat. Chcę jeszcze dodać, że nasz program wyborczy zakłada wprowadzenie systemu szerokich konsultacji społecznych dotyczących dużych miejskich inwestycji. Dlatego należy opracować nowy regulamin prowadzenia konsultacji, zaangażować w nie specjalistów. Będziemy po prostu pytać gdańszczan, w jakim kierunku chcą iść. To jeden z aspektów szacunku dla mieszkańców, jaki powinien charakteryzować miejskich urzędników. W ogóle strukturę urzędu miejskiego należy przeorganizować, usprawnić jego działanie. Stworzyć przyjazną atmosferę w relacjach z mieszkańcami.

D.O.: A teraz przyjazna nie jest?

E.L.: To zależy od tego, z jakim wydziałem urzędu ma się do czynienia. Z własnych doświadczeń i doświadczeń innych działaczy samorządów dzielnicowych wiem, że na przykład z Zarządem Dróg i Zieleni Miejskiej współpracuje się bardzo dobrze, ale w niektórych innych biurach napotykamy na niechęć, jesteśmy odsyłani od drzwi do drzwi, nikt nie odpowiada na nasze pisma i wnioski. Podobne przeszkody napotyka chyba większość mieszkańców. I to trzeba zmienić.

D.O.: Konieczne są zwolnienia w magistracie?

E.L.: Nie chodzi o zwolnienia. To raczej kwestia zmiany stylu komunikacji z mieszkańcami i przepływu informacji pomiędzy instytucjami miejskimi. Chciałabym, aby w strukturach wydziałów działali koordynatorzy zajmujący się rozwiązywaniem konkretnych problemów. Ci koordynatorzy, w ramach swoich dotychczasowych etatów, czyli bez potrzeby tworzenia nowych miejsc pracy dla urzędników, zajmowaliby się współpracą pomiędzy wszystkimi zaangażowanymi w konkretną sprawę wydziałami. W urzędzie pracuje przecież wielu dobrej klasy specjalistów z różnych dziedzin, być może nie wszyscy mieli możliwość pokazania i wykorzystania swoich kompetencji. Należy dać im tę możliwość.

D.O.: Kolejny ważny punkt programu to edukacja?

E.L.: Tak, na edukacji nie można oszczędzać. Nie jestem zwolenniczką prywatyzowania wszystkich placówek szkolnych za wszelką cenę. Jestem natomiast za różnorodnością. „Gdańsk Obywatelski” będzie obserwować jak funkcjonuje szkoła w Kokoszkach, którą zarządza prywatny operator, a która ma status szkoły publicznej i powstała za publiczne pieniądze. Osobiście zależy mi na rozwiązaniu problemu przemocy psychicznej i fizycznej w szkołach. Ponadto uważam, ze często posiłki szkole, dostarczane w systemie cateringowym, są za drogie i niekoniecznie zdrowe.

Nie zapominamy jednak o seniorach. Ich wspieranie to jeden z ważniejszych punktów naszego programu. Chcemy udostępnić szkoły także im, dla nich przystosować miasto, usunąć bariery architektoniczne. Wiele obiektów wymaga przystosowania, również dla osób niepełnosprawnych. Takie drobiazgi jak choćby długość czasu na niektórych przejściach dla pieszych. Inna sprawa to wykorzystanie słynnych Orlików. Z badań wynika, że z tych boisk korzystają głównie chłopcy w wieku szkolnym. Dlaczego mniej jest dziewcząt? Dlaczego niemal w ogóle nie korzystają z nich osoby starsze? Przecież mogłyby by mieć swój czas na przykład na uprawianie gimnastyki, aktywny wypoczynek.

D.O.: A kwestie bezpieczeństwa?

E.L.: Nie jestem zwolenniczką likwidacji straży miejskiej, natomiast uważam, że należy przemyśleć jej kompetencje oraz to, jakie powinny być jej zadania. Tak, by strażnicy odpowiadali na realne potrzeby mieszkańców.

D.O.: Jak ocenia Pani programy swoich konkurentów w ubieganiu się o urząd prezydenta Gdańska?

E.L.: Cudownie, ze tak wielu z nich skorzystało z propozycji ruchów miejskich, a w tym Gdańska Obywatelskiego.

Ewa Lieder – z wykształcenia ekonomistka, przewodnicząca zarządu Rady Dzielnicy Wrzeszcz Dolny. Jest inicjatorką pierwszego w Gdańsku budżetu obywatelskiego, który zorganizowała we Wrzeszczu, zanim jeszcze ta forma współdecydowania o wydatkach lokalnych w całym mieście zyskała przychylność oficjalnych władz Gdańska. Ma 46 lat, jest mężatką, matką trójki dzieci.

Komentarze